czwartek, 17 marca 2016

Dziewczyna z McDonalda.

Sześć dni pracy po urlopie minęło szybko, nawet nie było tak źle, ale nie obyło się bez zostawania po godzinach. Wczoraj dla przykładu dwie godziny, ale w sumie dobrze się złożyło, ponieważ prosto z mojej firmy pojechałem pod firmę mojego faceta i wieczór spędziliśmy na mieście razem. A tak, musiałbym czekać dwie godziny. Nic nie dzieje się bez przyczyny.

Około 20 poszliśmy do McDonalda na rogu Świętokrzyskiej i Marszałkowskiej. Jest nowy, powstał obok tego pierwszego warszawskiego, który razem z Sezamem skończył swój żywot. Byłem ciekawy jak tam jest, poszliśmy.  Mój facet nie protestował. Pojechaliśmy windą z jedzeniem na piętro, usiedliśmy przy stoliku, zaczęliśmy jeść. Ja, jak to ja, zacząłem się rozglądać w poszukiwaniu jakichś przystojnych chłopaków. Ale zamiast tego zauważyłem, że przygląda mi się jakaś dziewczyna. Pomyślałem, że może przez przypadek nasz wzrok się spotkał. Uznałem, że będę czujny, że upewnię się czy ona się mi przygląda. No i przyglądała się, co chwilę, rozmawiając niby z koleżanką (taka stereotypową lesbijką), niby zerkając na mnie. Powiedziałem o tym mojemu facetowi. Nie powiem, nie miałem żadnego geja pod ręką, z którym mógłbym się popodrywać dla zabawy, więc wykorzystałem to, że wpadłem w oko dziewczynie. Wychodząc specjalnie co chwilę zerkałem na nią. Potem wsiedliśmy do windy, one siedziały tuż obok, więc odwróciłem się aby się uśmiechnąć. One zaczęły się szeroko uśmiechać, ja zacząłem się śmiać, one również. Winda zjechała na poziom zero.

"Ciesze się, że podobasz się kobietom, bo to dla mnie też komplement, że mam przystojnego faceta" - skwitował mój facet gdy wchodziliśmy do metra.


Lubię marzec za trzy rzeczy - bliżej już do wiosny, czas jest przestawiany oraz są moje imieniny. Swoje imieniny lubię, ponieważ są raz w roku. 

Słońce świeci, otworzyłem drzwi balkonowe, wieje mi w stopy, ale jest bardzo przyjemnie. Poza tym ja już tęsknie za słońcem. Urodziłem się w lipcu więc chcąc, nie chcąc, słonce mi pisane. Piszę za każdym razem gdy są upały, że nie znoszę wysokich temperatur, ale wolę to od silnych mrozów. Nikt nie lubi jak się mu nos zakleja i palcami nie można ruszyć. No chyba, że lubisz, te zabawy, gdzie się przydusza i knebluje kończyny, to zima jest dla Ciebie podniecająca. Ja wolę tych facetów w krótkich spodenkach na mieście w wakacyjne miesiące.

Choć przyznać się muszę, że gdy zimą miałem na 8mą do pracy i stałem na przystanku czekając na miejski autobus, to za każdym razem stawał mi kutas. Nie wiem z czym to ma związek. Kutas stał, opinał się w dżinsach, a ja nie wiedziałem o co chodzi. Teraz już wiem - lubię najwidoczniej kneblowanie i podduszanie :)

Ok, może nie było to błyskotliwe myślenie, to moje bulszitowe pisanie przewraca Wam w głowach, ale wymyśliłem to podczas pisania posta i uznałem, że się z tym podzielę. Tym, że mi kutas stoi rano jadąc do pracy, nie tym, że lubię jak mnie się dusi. No bo w końcu w blogach chodzi o dzielenie się sobą. Nie inaczej?

No i szlag mnie trafi. Przed chwilą dzwonił telefon, Dowiedziałem się, że mam "mega super hiper ważne" zebranie akurat tego dnia kiedy mam wolne. No to poza wolną najbliższą sobotą kolejne wolne mam dopiero w Wielką Sobotę. No i jak niby przygotować się mentalnie do świąt. Mniejsza już o to, czy je obchodzę czy nie, czy jajka będą czy nie będzie. Będzie to czas, kiedy, kurwa, bo już nie wytrzymuje, będę chciał leżeć i odpoczywać, bo praca po raz kolejny ze mnie wszystko wyssie. Zero atmosfery kurczaczków, jajek i palemek, a Lany Poniedziałek będzie polegał co najwyżej na spuście na moją twarz, zero wiaderek z wodą.

Przedwczoraj oglądałem z moim facetem film Odruch Serca (ang.The Normal Heart). Bardzo ciekawy, poryczałem się i ja i mój luby. Może zbyt długi i niektórych zniechęci, (choć uważam, że filmy właśnie powyżej dwóch godzin mają ciekawą fabułę), to mimo wszystko polecam jeżeli ktoś nadal go nie oglądał. Film porusza tematykę epidemii AIDS w USA. Tym bardziej obejrzyjcie, jak czytaliście/oglądaliście "Nigdy nie ocierał łez bez rękawiczek". Ciekawe porównanie kultur.

Okazało się, że mam jeszcze 12 dni zaległego urlopu. Kolejny tydzień urlopu wykorzystuję w kwietniu. Namawiam mojego faceta na kolejny wyjazd poza miasto. Może tym razem samolotem. Bilety po 9zł z Modlina. Wiem, że aby się zgodził na samolot, to musiałby zajść mi chyba za skórę bardzo poważnie i w ramach przeprosin zgodziłby się lecieć. Mój facet ma samolotofobię. Nie zaciągniesz go, nawet nie przekonałoby go to, że na pokładzie statku jest pełno napalonych facetów ze stojącymi kutasami. Boi się. Podobno ze strachem można walczyć. Jednak u mojego faceta strach jest uroczy. Na co dzień maczo, odważny, pyskaty, a jak chodzi o lot samolotem to taki uroczy, cały do wycałowania szczeniaczek.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz