niedziela, 17 maja 2015

Wolna niedziela.

Wczorajszy dzień w pracy minął w miarę przyjemnie. Nie było szału narodowego, pewnie wszyscy skorzystali z pogody, do tego noc muzeów. Nie mogłem narzekać.

Dowiedziałem się też, że będę miał urlop wakacyjny na początku lipca. Zależało mi na końcówce lipca, wtedy mam urodziny, mój facet wtedy też bierze urlop. No i D.U.P.A. Na wakacje pojadę do mojej mamy, na łonie natury odpocznę, wyciszę się, odpocznę od mojego faceta ;)

Wszystko dlatego, że dwie inne osoby z mojego działu chciały w tym samym czasie co ja urlop. Jako że to matki dziecięce to machnąłem ręką, ale w przyszłym roku to inaczej rozegram i nie daruję wspólnego wyjazdu z moim facetem.

Nie chciałem walczyć tak o ten urlop, ponieważ na obecnym stanowisku pracuję dopiero od stycznia, nie chciałem, aby reszta myślała, że wymądrzam się czy coś w ten deseń. Niech mają.

Jakiś czas temu rozmawiałem z jednym z kierowników funkcyjnych. Pytał, ile pracuję w firmie. Powiedziałem, że dwa i pół roku. "Bardzo szybko awansowałeś". Spytał o wiek. Dwadzieścia pięć - mówię. "No to brawo".

Jednak za "nic" tego nie dostałem. Zostawanie w pracy do późna, przychodzenie na zawołanie z wolnego, międzynarodowy projekt i pochwały z globala, w końcu reprezentowanie firmy na szczeblu krajowym.

Nie lubię tego człowieka, z resztą nie tylko ja. Dostaje 15 tysięcy za denerwowanie ludzi.A człowiek, aby coś osiagnąć, musi przekładać życie prywatne nad zawodowe. Całe szczęście mam swojego faceta, ale gdybym tak był sam i miał kogoś szukać, to byłbym siwy i samotny.  Najsmutniejsze w Polsce jest to, że możesz dostać pracę, owszem, ale za 1200zł na rękę.


Eh....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz